A co jak kryzys?
Pomysł na temat tego wpisu narodził się w trakcie minionej majówki. Któregoś wieczoru podczas rodzinnej nasiadówki w kuchni moja siostra zapytała się mnie mimochodem: “Dawid co Twoim zdaniem zwykły, szary człowiek, przedstawiciel klasy średniej z przyzwoitymi zarobkami może zrobić, aby zabezpieczyć się przed potencjalną recesją gospodarczą?”
Zaskoczony pytaniem, po kilku sekundach zastanowienia, zacząłem rozprawiać na temat konieczności dywersyfikacji w sposobie przetrzymywania oszczędności jak i zwiększenia ich udziału w bieżących dochodach. Jednym zdaniem, oklepane pitu pitu pt. “trzeba oszczędzać” okraszone kilkoma wielosylabowymi słowami z nomenklatury ekonomii. Większość interlokutorów o przeciętnej lub niskiej wiedzy z zakresu finansów, kiedy usłyszy taki wywód, zazwyczaj kiwa głową z udawanym zrozumieniem i rozmowa przekierowuje się na nowy temat.
W związku z tym, że FB ucina zasięgi ankiet, postanowiłem przenieść je tutaj na blog, gdzie liczba głosujących jest zdecydowanie większa. Do tego wydaje mi się to bardziej fair, bo tak naprawdę umieszczając ankietę w treści wpisu, zagłosują faktyczni czytelnicy Koszt Alternatywny! Dlatego od teraz każde głosowanie będzie przeprowadzane na blogu i będzie trwało do czasu ukazania się kolejnego.
[socialpoll id="2565130"]
Prawda jest jednak taka, że kładąc się tamtego wieczoru spać, miałem poczucie, że moja wypowiedź całkowicie pominęła meritum problemu i nijak nie dawała odpowiedzi na pytanie nurtujące moją siostrę. Zalecanie dywersyfikacji, czyli różnicowania formy alokacji posiadanych przez nas środków, jako rekomendacja jest w tym przypadku takim samym truizmem jak “nie trzymaj wszystkich jajek w jednym koszyku.” W gruncie rzeczy nic z niego nie wynika.
Moja siostra powinna tamtego wieczoru mi odpowiedzieć:
“Bardzo mądry wywód Dawid, dziękuje za radę, ale może podpowiesz mi w takim razie w jakich koszykach i w jakich proporcjach powinnam trzymać te jajka?”
No i w tym momencie pojawiłby się problem spowodowany z jednej strony moją niechęcią do wydawania zobowiązujących predykcji w odpowiedziach na tego typu pytania. Z drugiej, potrzebą uszczegółowienia trzech czynników nieodłącznie powiązanych z wspomnianymi “koszykami”: ich całkowitej “pojemności”, rekomendowanych rodzajów oraz samej proporcji ich składu.

W przypadku kiedy chcemy dywersyfikacji naszych oszczędności, mamy kilka oczywistych wyborów: złoto, nieruchomości, fundusze indeksowe, obligacje, lokaty, fiducjarne waluty obce, kryptowaluty, jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, polisolokaty (#trollface) itd. Każdy z nas słyszał chociaż o wybranych z nich. Co poniektórzy z nas, mają zapewne, świadomie lub nie, część posiadanych środków w nich ulokowanych.
Co w takim razie z proporcjami? Trudność w określeniu parytetu udziału poszczególnych z wyżej wymienionych typów inwestycji, w posiadanym przez nas kapitale jest stricte związana z wielkością naszych oszczędności, czyli całkowitą pojemnością wspomnianych koszyków. Prawda jest taka, że lwia część z nas ma odłożone relatywnie niewielką, w stosunku do ich zarobków, sumę pieniędzy. Zachęcam do zapoznania się z wynikami ankiety “Czy możesz sobie pozwolić na zakup zadowalającej Cię nieruchomości za gotówkę?, znajdującej się w pierwszym punkcie wpisu “Wynająć czy kupić?.” Jest ona pośrednim potwierdzeniem tej tezy. Jednak dla umocnienia tego twierdzenia mam dla Was kolejną ankietę:
[socialpoll id="2554747"]
Myślę, że 50% odpowiedzi będzie zawierało się w przedziale 3-12 odłożonych pensji. Teraz powinniście mnie “ukarać” sabotażem ;).
No dobrze, ale co z tego wynika?
Jeżeli moje założenie jest prawdziwe, oznaczałoby to, że z dużym prawdopodobieństwem ta grupa osób ma odłożone między 7200 pln a 92 400 pln. Skąd wziąłem ten przedział? Z danych dostępnych w serwisie Wynagrodzenia.pl wynika, że 65% Polaków zarabia między 2400 pln a 7700 pln na rękę. Pomnożyłem więc dolną wartość przez trzy miesiące, a górną przez dwanaście uzyskując w ten sposób cały przedział.
Wiem, że dla wielu z nas kwota oszczędności na poziomie bliskim stu tysięcy złotych, może zdawać się fortuną, która powoduje, że jesteś ustawiony do końca życia. Podobnym stwierdzeniem Jacek Walkiewicz rozpoczął swoje słynne wystąpienie na TEDx - “Pełna moc możliwości”, odnosząc się rzecz jasna do minionych lat młodości jego i jego pokolenia.
“(...) a największym marzeniem było pojechać do Stanów, posiedzieć trzy lata, zarobić 15 tysięcy dolarów i do końca życia być ustawionym.”
Te czasy niestety minęły. Za kwotę 100 000 pln, nie jesteś obecnie w stanie kupić w średnim mieście kawalerki. Zwróćcie jednak uwagę, że nawet jeśli to było możliwe to cały czas mówimy o górnej granicy założonych oszczędności. Szacuję, że mediana może być w tym zbiorze nawet cztery razy mniejsza.
Jak w takim razie należy rozdzielić sumę 25 000 PLN, żeby ją skutecznie zdywersyfikować i spać spokojnie w czasie kryzysu?
Ja tego nie wiem. Co więcej śmiem twierdzić, że zatrważająca większość ludzi, która twierdzi, że wie jak to zrobić, po prostu kłamie. Ci co proponują udzielić nam odpowiedzi w zamian za jakiekolwiek pieniądze oszukują nas z premedytacją, Ci co dobrowolnie szafują opiniami na lewo i prawo są naiwni w wierze w samych siebie.
Dlatego kiedy tak coraz bardziej zanurzałem się myślami w ten problem zrozumiałem, że niezbędna jest zmiana metodologii podczas próby jego rozwiązania. Zamiast skupić się na koszykach, ich zawartości oraz sumie naszych oszczędności, które ulokujemy w każdym z nich powinniśmy skoncentrować uwagę na źródle naszych zarobków.
W jaki sposób poprzez pracę lub prowadzoną działalność gospodarczą, mogę zabezpieczyć się na wypadek kryzysu?
1.Unikaj zatrudnienia w firmach ogarniętych marazmem w czasie koniunktury!
Jeżeli o firmie, w której obecnie pracujesz można powiedzieć wszystko, prócz tego, że “idzie dobrze”, rozwija się, dzięki czemu jej przychody rosną, to znaczy, że warto rozważyć zmianę pracodawcy. Moja logika w tym zakresie opiera się na prostej implikacji. Jeżeli w czasie prosperity w firmie panuje recesja, to dekoniunktura z dużym prawdopodobieństwem spowoduje jej upadek lub zdecydowane pogorszenie warunków zatrudnienia wśród jej pracowników. W zatrważającej części przedsiębiorstw główna składowa kosztów to właśnie ludzie. Obniżanie kosztów jest oczywistą strategią mającą na celu przetrwanie. Dlatego jeśli dobre czasy się skończą to ten obszar nie uniknie cięć.

Kolejna kwestia to zwykły pragmatyzm. Wydaje mi się, że w życiu należy mieć w sobie doze altruizmu, ale koniec końców musimy dbać o dobro bliskich i swoje własne. Dlatego jeżeli obawiamy się widma kryzysu to niezależnie od innych czynników, powinniśmy szukać zatrudnienia w stabilnych i/lub perspektywicznych przedsiębiorstwach.
2.Czy Twoja branża, nawet pośrednio, jest rezultatem dobrobytu w gospodarce?
Zestawimy ze sobą cztery biznesy:
[socialpoll id="2554748"]
Jeżeli miałbym ustawić w kolejności malejącej to u mnie wyglądałoby tak:
Drużyna E sportowa > Deweloper > Fryzjer męski>Sieciowy sklep osiedlowy
Już tłumaczę dlaczego wybrałem taką kolejność.
Drużyna Esportowa.
E-sport, który znamy dzisiaj, to teatr wielkich widowisk. Mamy Internationale w Dota2 z pulą nagród przekraczającą 30 milionów dolarów oraz IEMy z Mercedesami dla MVP (most valuable player). Nie zapominajmy też o bonusie w wysokości 1 miliona dolarów od Intela za 4 wygrane mastery (turnieje szlagierowe) dla dowolnej drużyny CSgo. Osobiście przypomina mi to zasady działania słynnego kontraktu Siergieja Bubki, trzydziestopięciokrotnego rekordzisty świata w skoku o tyczce, który pobijał rekord wysokości zawsze o jeden centymetr, dostając za każdym razem od Nike 100 000$ za ten wyczyn.
Jakby tego wszystkiego było mało to pensje najlepiej zarabiających graczy, specjalizujących się w najpopularniejszych grach, coraz częściej przekraczają kwotę 100 000 pln miesięcznie - nie wliczając rzecz jasna, wcześniej wspomnianych pul nagród turniejowych czy dodatkowych profitów.

#ZawistnyPolak :D
Szybka dygresja. Coraz częściej myślę o tym, żeby ruszyć z podcastami. Mógłbym wtedy zapraszać znane mi osoby z przeróżnych branż. W poprzednim wpisie pomyślałem o moim przyjacielu, który z Garwolina przeniósł się do Dubaju aby podjąć pracę w Huda Beauty, dzisiaj wpadł mi do głowy Mateusz, który współpracował z G2 Esports i Kinguinem. Dajcie proszę znać w komentarzach czy byście słuchali. Koniec dygresji.
Wróćmy więc do meritum. Problem drużyn E-sportowych polega na tym, że na ten moment nikt nie potrafi ich monetyzować, a cała branża ma nadzieję na wytworzenie się analogicznego ekosystemu finansowania, jaki mamy w tradycyjnym sporcie - bilety, gadżety, sponsorzy oraz transfery. Przez tradycyjny sport (czego nikt nie mówi na głos) wszyscy mają na myśli piłkę nożną, krykiet, NBA, NFL no i od biedy NHL, z wiadomych względów - finansów.
Koniunktura rozpasa budżety marketingowe potencjalnych sponsorów związanych z branżą gier. Serwisy streamingowe oraz media społecznościowe dały markom esportowym upragnione zasięgi. Zachodzi tutaj identyczna symbioza jak w przypadku influencerów. Co jednak kiedy nagle nakłady na marketing zostaną drastycznie ucięte, wprowadzone zostaną rygorystyczne poziomy kluczowych wskaźników efektywności i to excel, a nie liczba followersów czy też widzów na twitchu ponownie zacznie decydować o wycenie wizerunkowej? Myślę, że może to odwrócić całą branżę do góry nogami wprawiając wiele z prominentnych drużyn w tarapaty finansowe, a w ostatecznym rozrachunku nawet do ich rozwiązania.
Deweloper
Pamiętacie może takiego wrocławskiego dewelopera jak GANT Development? Swego czasu notowany na GPW, był składową MWig40. Jeżeli dobrze pamiętam to spółka osiągnęła szczyt kapitalizacji w okolicach 3 miliardów złotych w drugim kwartale 2007 roku. Boom, który w tamtych latach ogarnął polskie budownictwo mieszkalne był nieporównywalnie gwałtowniejszy niż to czego doświadczamy dzisiaj. Jeżeli interesuje Cię tematyka nieruchomości i szukasz informacji na temat analogii pomiędzy minioną hossą a teraźniejszą to zachęcam do pobrania “Czy w 2019 przepłacę za swoje M?”
Dzisiaj Gant Development nie istnieje. Trzy miliardy kapitalizacji poszły jak krew w piach. W wyniku ogłoszenia przez sąd upadłości likwidacyjnej, spółka uchwałą Zarządu Giełdy z dnia 29 kwietnia 2015 została wykluczona z obrotu na GPW od 25 maja 2015 roku. Może kiedyś bardziej rozpiszę się na temat fenomenu tej “wydmuszki” branżowej minionej dekady, dzisiaj jednak chciałbym poprzez ten przykład zaprezentować jak podatne na spowolnienie gospodarcze i zapaść koniunkturalną są nawet tacy kolosalni deweloperzy jak wspomniany GANT Development.
Męski Fryzjer
Po przeanalizowaniu dwóch pierwszych przypadków, wróćmy teraz na chwilę do świata zwykłych śmiertelników, czyli naszej codzienności. To właśnie pospolitość tego biznesu, warunkuje jego stabilność w trudnym dla gospodarki okresie. Popyt na usługi obcinania włosów jest względnie stały. Niezależnie od koniunktury, każdy mężczyzna co jakiś czas musi odwiedzić taki zakład.

Jedyne co może się zmienić w dekoniunkturze to częstotliwość tych wizyt w związku ze zmniejszeniem się budżetu przeciętnego gospodarstwa domowego. Ten spadek zapotrzebowania, mógłby przełożyć się na lekką rywalizację cenową pomiędzy uczestnikami tego rynku. To znowuż doprowadzi do wykluczenia najmniej uznanych graczy na wskazanym rynku. Następstwem zmniejszonej podaży usług będzie ponowne ustanowienie równowagi rynkowej pomiędzy stroną popytową (obcinających włosy) z podażową (zakłady fryzjerskie) na satysfakcjonującym dla tych drugich poziomie cen za ich usługi.
Sklep spożywczy
Jedzenie to nasza podstawowa potrzeba. Nie trzeba znać kolejnych poziomów piramidy Maslowa, aby zdawać sobie z tego sprawę. Na przełomie mileniów rynek spożywczy zaczął być dominowany przez supermarkety, później była faza przejściowa wielkopowierzchniowych delikatesów, a w ostatnich dwóch dziesięcioleciach nastąpiła całkowita dominacja kilku wiodących sieci dyskontów. Mimo to osiedlowe sklepy po fazie konsolidacji sieciowej, stały się logicznym i (o dziwo!) konkurencyjnym uczestnikiem rynku spożywczego, który w tym oligopolu znalazł stabilną niszę, klienta docelowego i alternatywne sposoby na generowanie przychodów (placówki pocztowe, ciepłe przekąski oraz napoje). Oczywiście w fazie kryzysu obroty w tego typu lokalach mogą spaść, ale podobnie jak koniunktura nie wpływa na gwałtowny wzrost ich przychodów, tak też dekoniunktura nie wpłynie na ich spadek. Wystarczy przyjąć założenia dogodnej lokalizacji i niezmiennego czynszu dla sklepu, aby zapewnić takiej placówce odporność na zmiany faz cyklu koniunkturalnego.

3.Czy jesteś jedynym żywicielem rodziny?
Moja Żona poświęciła swoją karierę zawodową dla mnie. Jestem jej za to niezmiernie wdzięczny i wiem, że gdyby nie to, że potrafiła zrezygnować ze swoich ambicji, odstawiając je na dalszy plan nigdy nie udałoby mi się dojść do miejsca, w którym jestem. Mój sukces zawodowy jest naszym wspólnym sukcesem. Trochę ckliwe, wiem, ale prawdziwe.
Taki stan rzeczy warunkuje fakt, iż jestem jedynym żywicielem naszej rodziny. Powoduje to pewne implikacje i od wielu lat bardzo uczula mnie na potencjalne konsekwencje gwałtownej utraty lub zmniejszenia się moich dochodów. Jeżeli masz analogiczną sytuację to powinieneś być szczególnie wyczulony na symptomy zwiastujące kryzys gospodarczy. Pokuszę się nawet o stwierdzenie że naturalny konserwatyzm i awersja do ryzyka wydaje się być optymalną strategią. Jeśli nie masz dużych oszczędności to nie rzucaj się w wir budowania startupów, własnej działalności czy innych ryzykownych przedsięwzięć. Wiem, że wiele osób mówi, że trzeba próbować, ale niekoniecznie wtedy kiedy masz partnera, dzieci na utrzymaniu oraz hipotekę na głowie.
Aby ryzykować, potrzebujesz stabilizacji finansowej. Aby wytworzyć sobie stabilizację finansową należy znaleźć zatrudnienie w firmie, która zapewni Ci regularną możliwość rozwoju, satysfakcjonujący wzrost płac oraz poczucie bezpieczeństwa finansowego. Kiedy osiągniesz powyższe, jedyne co trzeba zrobić to oszczędzić kwotę która moim zdaniem odpowiada Twoim dwuletnim wydatkom i wtedy można zacząć przesuwać suwak pt. “akceptacja ryzyka.”

Jeżeli oboje pracujecie to sytuacja przedstawia się inaczej. Możecie przeanalizować sytuację Waszych pracodawców oraz perspektywy branżowe. W oparciu o wnioski zastanowić się nad z cedowaniem ryzyka na jedno z Was, maksymalizując w ten sposób jego zarobki w krótkim okresie.
Przykład z życia, lekko zmodyfikowany na potrzeby wpisu. Znajomy programista otrzymał kilka miesięcy temu dwie propozycje pracy. Pierwsza oferta dotyczyła stanowiska Head of Dev w nowopowstającym startupie o niebagatelnym wynagrodzeniu 20 000pln na fakturę vat. Druga ofertę wystosowała jedna z największych firm na świecie z branży e-commerce. Wynagrodzenie 9 000 brutto na umowę o pracę oraz wszelkie benefity i standardowe dodatki na tego typu stanowisku oraz poczucie, że co najwyżej wojna nuklearna mogłaby położyć płynność tego giganta. Po dłuższym zastanowieniu mój kolega zdecydował się na startup, maksymalizując w ten sposób swoje możliwości zarobkowe na ten moment. Co było powodem? “Ciepła posada” jego małżonki, która pracowała w IT jednej z globalnych korporacji.
Pozwolę sobie zakończyć anegdotą sprzed kilku dni. Mój serdeczny przyjaciel słysząc, w którą stronę planuje pójść z argumentacją w tym wpisie, skwitował to dość dobitne: “nie no Dawid taki truizm uwłacza i jest niegodny Twojej inteligencji.” Przyznam szczerze, że w pierwszej chwili się przejąłem, gdyż bardzo liczę się z jego zdaniem. Zacząłem więc się zastanawiać czy aby na pewno moje konkluzje były trafione. Po chwili jednak sobie przypomniałem, że w momencie kiedy dzwoniłem był świeżo po wycenie kosztów doprowadzenia do stanu używalności jego nowego nabytku motoryzacyjnego. Z tego co pamiętam kwocie na fakturze bliżej było do sześciu niż pięciu cyfr. Uznałem więc, że feedback był rezultatem faktu, iż do niego swego rodzaju “kryzys” zapukał wcześniej.
Jakie są Wasze odczucia? Czy podoba się Wam taka strategia ochrony swoich finansów przed kryzysem? Dajcie proszę znać w komentarzach.
Dziękuję za uwagę i poświęcony czas.
DP
PS Przypominam, że w najbliższy wtorek zaczyna się ankieta w sprawie tematyki kolejnego wpisu na FB Koszt Alternatywny. Zachęcam do głosowania!

